środa, 1 maja 2013

POCZĄTEK


Dzień jest piękny. Pierwsze promienie słońca wbiegły do mojego pokoju budząc mnie z pięknego snu. Śniłam o nim. O niesamowitym szczęściu które ogarniało całe moje wnętrze. Przeciągnęłam się i z uśmiechem na twarzy podeszłam do okna otwierając je szeroko. Uwielbiałam śpiew ptaków o poranku, cała przyroda budziła się do życia zapowiadając początek czegoś pięknego. Czułam się jak księżniczka niesiona przez obłoki do samego nieba. Dotknęłam policzka i zamknęłam oczy żeby jeszcze raz poczuć uczucie odchodzącego snu. Nie próżnowałam, ubrałam się w sukienkę i spięłam wysoko włosy. Podmalowałam lekko oczy i nałożyłam błyszczyk na usta. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w szkole żeby móc porozmawiać ze Stefanem i wyjaśnić mu moje wczorajsze, dość nie ładne zachowanie.
         - Mamo? – Zawołałam schodząc na dół. – Dziś jadę z Kathy i Mattem. Będą za dziesięć minut. Zjem coś w szkole. – Powiedziałam szybko i założyłam buty. Kiedy ją zobaczyłam uśmiechnęłam się promiennie nie zwracając uwagi na jej posępną minę.
         - Dlaczego mi to robisz? – Obruszyła się i podeszła bliżej.
         - Ale co? – Zapytałam ze śmiechem w głosie. – Czy to coś złego że mam ochotę jechać z przyjaciółmi do szkoły? – Rozszerzyłam szeroko oczy i patrzyłam na nią przez chwilę w ciszy. Jej mina mówiła wszystko. Była na mnie zła, rozczarowana moim zachowaniem, moją postawą i buntem.
         - Po prostu się martwię. – Westchnęła i zmrużyła oczy. – Wolę jak jeździsz ze mną.
         - Mamo nie uchronisz mnie przed złem tego świata. – Zaczęłam się śmiać. – Przestań tak histerycznie obawiać się o moje życie bo to do niczego nie prowadzi. Tylko się pokłócimy i nic dobrego z tego nie wyniknie.
         - To przez tego chłopaka? – Zapytała i skrzyżowała ręce, co w jej przypadku oznaczało „Nie lubię go”. Westchnęłam przeciągle i założyłam torbę na ramię. Unikałam jej wzroku.
         - Nie tylko. – Zaczęłam. – Chcę żebyś wreszcie odcięła tę pępowinę i otworzyła klatkę którą mi stworzyłaś. – Mówiłam poważnie patrząc jej w oczy. Było mi jej żal ale nie mogłam przez całe życie robić wszystkiego pod nią. Nie przeżyje za mnie tego życia, więc powinna pozwolić mi chociaż chwilę odetchnąć od siebie. – Przytłaczasz mnie. Jestem wdzięczna za wszystko co dla mnie robisz, ale czas żebyś dała mi samej dokonywać wyborów. Nie mogę uczyć się wszystkiego na Twoich błędach, muszę popełniać swoje i wyciągać wnioski sama. Zrozum mnie – nie jestem już dzieckiem dlatego przestań mnie tak traktować. – Patrzyła się na mnie ze złością ale nie powiedziała nic co bym uznała za sprzeciw mojemu słowu. Pocałowałam ją w policzek i wyszłam na zewnątrz gdzie czekała już na mnie Kathy i Matt.
         - Jak poszło? – Zapytała przyjaciółka a ja odpowiedziałam jej uśmiechem. Wolałam nie komentować tego co się wydarzyło między mną a moją matką. Kochałam ją całym sercem, ale zaczęłam dusić się w jej ramionach. Całą drogę plotkowaliśmy o szkole i o imprezie otwierającej początek roku szkolnego. Matka Kathy była organizatorką całego przedsięwzięcia i z racji tego bez żadnych zbędnych awantur mogłam się wyrwać z domu chociaż na jeden wieczór, bez słuchania narzekań mojej mamy. Cudowne uczucie.
         - Julie, może zaprosisz tego nowego? – Zapytała poruszona Kathy i szturchnęła mnie w bok. Spojrzałam na Matta i jego złośliwy uśmieszek. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
         - Kathy ma racje. Trzeba go wdrożyć w życie szkoły, a to najlepsza okazja. – Skwitował.
         - Ale czemu ja? Nie możesz sama tego zrobić? – Zaśmiałam się z przebiegu sytuacji.
         - O ile sobie przypominam, jesteś jedyną osobą z którą on tak naprawdę nawiązał jakiś dłuższy kontakt. Więc do Ciebie należy to zadanie. Nie przyjmuje odmowy i zbędnych komentarzy odnośnie tego pomysłu. Julie! – Zakończyła widząc moją minę, która chciała wyrazić niezadowolenie. Nie powiedziałam jej o wczorajszym zajściu ani o moim obłędzie na punkcie tego faceta. Jego ciemne czekoladowe oczy.. Widzę je cały czas.
         - A jak z przedstawieniem? – Zapytał mnie Matt. – Masz zamiar wystąpić? – Westchnęłam i zastanowiłam się nad tym dłuższą chwilę. Całe wakacje myślałam o tym i dalej nie podjęłam żadnej decyzji, chociaż wydawać by się to mogło całkiem proste.
         - Nie wiem..
         - Julie przestań być taka markotna, każdy wie że nikt nie zaśpiewa lepiej od Ciebie w tej całej pogrzanej szkole. Nie daj się prosić. Dyrektor od dawna czeka na Twoją zgodę a Ty każdego zwodzisz nawet nas. – Kathy była poważna, co nie wróżyło nic dobrego.
         - Dobrze już dobrze. Zaśpiewam, zatańczę – co tylko chcecie. – Powiedziałam na odczepnego. Dojeżdżaliśmy do szkoły, więc czas żeby się zorganizować umysłowo i przełączyć na tryb pełnej koncentracji.
         - Jeszcze jedno – jedziemy dziś po szkole na zakupy. – Powiedział Matt zamykając samochód. – Jeśli tylko będziesz miała ochotę to chodź z nami. – Westchnęłam i kiwnęłam niepewnie głową. – Załatwię to z Twoją mamą. Coś wymyślimy. Nie dam Ci kolejnego roku spędzić siedząc w domu. – Objął mnie ramieniem i uśmiechnął serdecznie. Mieliśmy jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia zajęć. Rozejrzałam się po dziedzińcu i zobaczyłam kogoś kogo wypatrywałam jak tylko wjechaliśmy na parking. Stefan.. Siedział na ławce i przypatrywał się przechodzącym uczniom. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się i pomachał do mnie dyskretnie. Uśmiechnęłam się do siebie i patrzyłam na niego cały czas.
         - Przepraszam. – Powiedziałam i odeszłam od przyjaciół zmierzając w jego kierunku. Położyłam torbę na ziemi i głośno westchnęłam. Przesunął się i zrobił mi miejsce żebym mogła obok niego usiąść.
         - Hej. – Powiedziałam niepewnie i usiadłam obok niego. Jego bliskość sprawiała, że czułam się najszczęśliwsza na świecie. Pierwszy raz w życiu przeszło mi przez myśl żeby nie iść na zajęcia tylko przesiedzieć w słońcu obok chłopaka, który mnie oczarował. Zdjął okulary przeciwsłoneczne i spojrzał mi głęboko w oczy. – Głupio mi za wczoraj.. – Zaczęłam z niepewną miną.
         - W porządku, nie powinienem tak Cię nachodzić o tej godzinie. Zrozumiała reakcja i Twoja i Twojej mamy.  Mogłem poczekać do dzisiaj.. – Westchnął. – Ale jakoś nie mogłem się powstrzymać. – Zaśmiałam się i spuściłam wzrok.
         - Dasz się gdzieś zaprosić?- Zapytałam a widząc jego zaskoczoną minę dodałam. – W ramach rekompensaty za wyrządzone szkody.
         - A Twoja godzina policyjna? – Zapytał zdziwiony.
         - Mogę ją jakoś obejść. Po lekcjach jadę z przyjaciółmi do miasta ale wcześniej.. w sumie mam wolne. – Powiedziałam i czekałam na jego reakcję. Zaczął się śmiać. Złożył okulary i usiadł okrakiem na ławce tak by mieć mnie w zasięgu wzroku.
         - Rozumiem że namawiasz mnie na wagary?
         - Nie od razu. – Zaczęłam się tłumaczyć. – Ale z dwóch ostatnich zajęć.. Chyba nie ukarzą nas za to? – Wstałam i zarzuciłam torebkę na ramię.
         - Nawet jeśli to warto zaryzykować. – Spojrzał na mnie a ja się lekko zarumieniłam. Był naprawdę uroczy, taki szczery. Wzbudzał we mnie same pozytywne emocje.
         - To spotykamy się tutaj na długiej przerwie. – Podsumowałam. Kiwnął głową i wstał.
         - Mam nadzieje że nie będziesz tego żałować.
         - Na pewno nie. – Zapewniłam go i udałam się w stronę Sali w której rozpoczynałam zajęcia. Nie myślałam w tej chwili o konsekwencjach. Liczyło się dla mnie tylko to, że będę miała szansę poznać go bliżej, lepiej. Chciałam żeby on poznał też mnie, moje nawyki, moje fanaberie i lęki. Chciałam dzielić z nim każdą chwilę, nawet gdyby miało to jakieś przykre konsekwencje. Chciałam wziąć go za rękę i przejść się o zmierzchu przez ciemny las, bojąc się ale wiedząc, że przy mnie jest. Wszystko nabierało nowego znaczenia, nowego wymiaru. Energia jaka mnie ogarniała nie pozwoliła mi usiedzieć w miejscu, skupić się na matmie, na biologii, na niczym. Moja osobista dawka amfetaminy nie powodująca żadnych efektów ubocznych. Czułam się jak bogini i zrobię wszystko żeby tak zostało, nawet narażając na siebie gniew mojej mamy, gniew wszystkich wokół. Mam prawo do takich uczuć i nikt nie jest w stanie mi ich odebrać. Zupełnie nikt. 



sobota, 27 kwietnia 2013

ZMIANY


Wróciłam do domu cała roztrzęsiona. Nie wiedziałam co mam myśleć o całym minionym dniu. Nie byłam w stanie skupić się na niczym innym tylko na widoku chłopaka którego dziś spotkałam.

- Julie? Wszystko w porządku? – zapytała mama patrząc na mnie przenikliwie.

- Wszystko w porządku. Jestem tylko zmęczona. – Uśmiechnęłam się niewinnie unikając jej wzroku.

- Jak spotkanie z przyjaciółmi? Nie mogłaś doczekać się tego pierwszego dnia. A teraz wyglądasz jakbyś przeżyła koszmar. – Powiedziała mrużąc oczy.

- Mamo nie wnikaj, po prostu..

- Jeśli jesteś na mnie zła za wakacje to powiedz mi wprost. – Przerwała mi. Kiwnęłam delikatnie głową i nie odezwałam się. – Wiesz że to tylko dla Twojego dobra. Spędziłaś je ze mną, każdego dnia starałam się zafundować Ci atrakcje o których mogłabyś opowiadać i pamiętać.

- Wiem, dziękuje. – Skwitowałam i ruszyłam na górę do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i odgarnęłam włosy do tyłu. Zaczęło docierać do mnie że nigdy nie zrozumie tego że potrzebuje odetchnąć. Nie mogę przez całe życie być tylko z nią dlatego że tata nie żyje. Sama powinna dotrzeć do tego że czas najwyższy zając się sobą i swoim życiem, nie moim. Ogarnęła mnie złość, która była nie do opanowania. Usłyszałam dzwonek do drzwi więc wyszłam na schody żeby zobaczyć kto to. Nikt o tej porze do nas nie zaglądał chyba że była to Kathy która wcześniej zapowiedziała swoją wizytę.

- Dzień dobry. – Usłyszałam znajomy głos i serce zaczęło mi bić w tempie niebezpiecznym dla mojego życia. Przełknęłam ślinę i zrobiłam krok naprzód. – Czy jest Julie?

- A kim jesteś? – Zapytała moja matka z lekkim podenerwowaniem. – To nie jest odpowiednia pora na odwiedziny.

- Znalazłem coś co do niej należy i chciałem jej to oddać. – Powiedział spokojnie.

- Julie właśnie poszła się położyć. – Skłamała. Zaczęłam iść na dół i zobaczyłam go w drzwiach. Wyglądał tak cudownie że sam jego widok przyprawiał mnie o dreszcze.

- Mamo w porządku. – Powiedziałam i stanęłam obok niej. – To mój znajomy ze szkoły. – Spojrzałam na jej posępną minę. – Mogłabym chwilę porozmawiać? – Zapytałam stanowczo. Bez odpowiedzi odeszła ode mnie a ja bez słowa wyszłam na zewnątrz i zamknęłam drzwi. Przełknęłam ślinę a moje myśli błąkały się wokół mojej głowy. Czułam skrępowanie widząc go przed moim domem.

- Nie powinieneś tu przychodzić o tej porze. – Skwitowałam i skrzyżowałam ręce. – Co Ty sobie myślisz że możesz tak bezpodstawnie przychodzić do mojego domu po kilku minutach rozmowy? – Zmrużyłam oczy i patrzyłam na niego gniewnie. Uśmiechnął się słodko i spuścił wzrok.

- Przepraszam ale..

- Już drugi raz to robisz dzisiejszego dnia!

- .. zgubiłaś portfel więc uznałem że bezpieczniej będzie Ci go oddać. – Spojrzał na moją zdezorientowaną minę. Wygiął usta w lekkim uśmiechu i podał mi zgubę. Zaczęłam się śmiać sama z siebie, moja złość jest bezpodstawna.

- Nie ma za co. – Powiedział mimo że nie usłyszał ode mnie żadnego słowa. Przez całe moje życie nie spotkałam nikogo bardziej denerwującego i czarującego.

- Stefan.. – Uśmiechnęłam się do niego i spojrzałam głęboko w oczy. – Dlaczego ja? Kathy mówiła że przez cały dzień nie zamieniłeś z nikim nawet jednego słowa. Dlaczego więc ja?

- Musisz uwierzyć w przypadki. – Powiedział czarująco przechylając głowę w bok. Przyglądał mi się przenikliwie tak że miałam wrażenie że przeszywa mnie na wylot. – Albo w przeznaczenie.

- Nie wierze w rzeczy nadprzyrodzone. – Zaczęłam się śmiać. – Przypadki, przeznaczenie.. to nie dla mnie.. – Kiwnęłam spontanicznie głową.

- Gdyby nie to że wpadłaś dziś na mnie, potrącając mnie może nawet nie odezwałbym się do Ciebie.. – Wzruszył ramionami. – Nie należę do śmiałych osób.

- Nie wpadłam na Ciebie. – Obruszyłam się. – To Ty mnie potrąciłeś i na dodatek naraziłeś moje książki na upadek. Nie muszę wskazywać palcem kto jest bardziej poszkodowany. – Zaczął się śmiać i pokazał palcem na siebie. – Nie lubię Cię. – Zaczęłam się śmiać.

- To ja zostałem odrzucony przez Ciebie kiedy zaproponowałem wspólne wyjście. – Zrobił smutną minę i spuścił wzrok. Wiedziałam że udaje ale i tak zrobiło mi się go szkoda.

- Może następnym razem.. – Obiecałam.

- Będę czekał cierpliwie. Tylko mam nadzieje że niezbyt długo. – Patrzył na mnie przez chwilę w ciszy jakby chciał odczytać moje myśli. Czułam się jak zahipnotyzowana. Wyobrażenie jego pocałunku doprowadzało mój organizm do szaleństwa. Gdybym mogła tylko podejść i go przytulić, ten jeden jedyny raz i zasnąć z tym wspomnieniem. Dla takiego uczucia warto jest przespać całą wieczność. Jedna sekunda z tym chłopakiem znaczyła dla mnie więcej niż wszystkie lata mojego życia.

- Jesteś piękna Julie. – Powiedział do mnie poważnie a ja otrząsnęłam Się z letargu i spuściłam wzrok w dół żeby nie zobaczył mojego skrępowania. Tyle razy to słyszałam ale nie miało to nigdy takiego czaru jaki czuję teraz. – Pierwszy raz usłyszałem Twój głos i mam wrażenie jakbym Cię znał całą wieczność. – Jego szept doprowadzał moje myśli do obłędu. Zaczęłam czuć narastającą panikę. Odgarnęłam szybko włosy do tyłu i spojrzałam na niego posępnie.

- Nie powinienem tego mówić. – Zaczerwienił się i głęboko westchnął.

- Masz racje. – Zaczęłam wycofywać się do tyłu. Zobaczył moje przestraszenie i skrępowanie i jeszcze bardziej poczuł się winny temu że to sprowokował. – Wynoś się stąd. – Weszłam do domu najszybciej jak mogłam i zatrzasnęłam drzwi na klucz. Oparłam głowę o ścianę i oddychałam głośno żeby się uspokoić.

- Kto to był? – Zobaczyłam mamę stojącą niedaleko mnie ze skrzyżowanymi rękoma i gniewną miną.

- Mamo to nie tak. – Zaczęłam się tłumaczyć.

- Tyle razy Ci powtarzałam że faceci nie są warci uwagi ani mojej ani Twojej. Dlaczego to robisz? Chcesz żeby Ci skrzywdził?  - Spojrzałam na nią i przełknęłam ślinę.

- Dlaczego myślisz że każdy facet jest taki? Nie masz podstaw żeby tak twierdzić! Od siedemnastu lat nie spotykasz się z nikim, skąd możesz to wiedzieć!

- Nie znasz tego chłopaka, dlaczego go bronisz! – Zaczęła wymachiwać rękoma i podeszła bliżej do mnie.

- Ty też go nie znasz! – Krzyczałam. – Dlaczego osądzasz każdego z góry, nie dajesz mi szansy na szczęście! – Rozszerzyła szeroko oczy i spojrzała na mnie przenikliwie.
- Czujesz coś do niego? – Zapytała przerażona.

- Nie. – Zaprzeczyłam szybko bez zastanowienia. Przybiło mnie to pytanie, zdałam sobie sprawę że nie znałam na nie odpowiedzi.

- Nie pozwalam Ci się z nim widywać. – Skwitowała szybko. – Żaden chłopak nie skrzywdzi Cię ani nie zrani, nie pozwolę na to. – Do oczu napłynęły mi łzy, poczułam że moje policzki robią się mokre.

- Po prostu nie chcesz zostać sama i dlatego nie chcesz żebym z kimkolwiek była. To jest tego powód! Tata nigdy by na to nie pozwolił! –Krzyknęłam i uciekłam na górę wtulając się w swoją poduszkę. Pierwszy raz tak się z nią pokłóciłam. Jak mogła tak ingerować w moje życie, tak go ustawiać i ograniczać. Wszystko się musi zmienić. Wszystko.



piątek, 26 kwietnia 2013

PIERWSZE SPOTKANIE



- Wyjeżdżam. – Zaśmiałam się do telefonu rozmawiając z przyjaciółką. Nie mogłyśmy się doczekać spotkania po długich wakacjach. Spędziłam je uporczywie próbując namówić moją matkę żeby pozwoliła mi wyjechać razem z przyjaciółmi. Bez skutku. Zawsze była nadopiekuńcza ale teraz przeszła samą siebie wymyślając co raz to kolejne bzdury o niebezpieczeństwach czyhających na nastolatki. Miałam już tego dość ale w końcu dałam za wygraną i przestałam ją dręczyć. Rozumiem że jako jedynaczka byłam jej oczkiem w głowie ale wszystko ma swoje granice. W końcu nie jestem dzieckiem powinna mi dać szanse żeby udowodnić jej że potrafię być samodzielna i sama zadbać o siebie.

- Mamo naprawdę nie musisz mnie wozić do szkoły. Kathy jeździ z Mattem, na pewno by mnie zabrali po drodze. – Usłyszałam tylko jej westchnięcie i temat jak zwykle się urwał. – Mogłabyś ułożyć sobie życie na nowo. Myślę że to najwyższy czas.

- Julie przestań. – Powiedziała stanowczo. – Moje życie jest poukładane. Mam Ciebie i nie chce tego zmieniać. Koniec tematu. – Przewaliłam oczami i przeciągle westchnęłam. Od urodzenia mama sama mnie wychowuje. Nie znałam ojca i nigdy nie chciała poruszać jego tematu co wpędzało mnie coraz bardziej w stan irytacji.

- Nareszcie. – Powiedziałam kiedy dojeżdżałyśmy pod budynek szkolny. Wzięłam swoją torbę i jak najszybciej mogłam pobiegłam do szkoły. Kathy już na mnie czekała. Powitałam ją z uśmiechem na twarzy. Była opalona i piękna. Jej blond loki tylko dodatkowo podkreślały jej urodę.

- Super wyglądasz! – Pisnęła na mój widok i mocno mnie przytuliła. – Matt ciągle o Tobie nawija, po prostu miałam już dosyć jego gadania przez całe wakacje.

- Zakochanie to choroba a nie przywilej. – Zaśmiałam się i razem ruszyłyśmy na zajęcia. Buzia jej się nie zamykała, słuchałam jej w skupieniu co chwila zerkając na mijających mnie ludzi i posyłających mi znienawidzone spojrzenia. Odwzajemniałam im ironicznym uśmiechem. Po chwili ujrzałam Matta – uśmiechnąłem się do niego przyjaźnie obejrzałam za siebie czy na mnie spogląda. Nie zrobił tego ale wiedziałam że to przejaw skrępowania.

- Uważaj! – Krzyknęła Kathy ale ja leżałam już na podłodze z rozsypanymi książkami. Spojrzałam się na nią gniewnie i podniosłam pospiesznie. Śmiech przechodzących dziewczyn mówił sam za siebie. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło więc dlaczego akurat dzisiaj?

- Mógłbyś uważać jak chodzisz! – Powiedziałam gniewnie do chłopaka stojącego przede mną. Spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem a ja tylko dusiłam w sobie gniew. Jednak jego widok nie pozwolił mi wydusić go z siebie.

- To był przypadek. – Zaczął się tłumaczyć. Przypatrywał mi się przez chwilę dziwnym wzrokiem, którego nie mogłam odczytać. – Patrzyłem na kartkę z zajęciami. Jestem nowy..

- To nie jest usprawiedliwienie. – Skwitowałam i zaczęłam zbierać książki do torby. Nachylił się żeby mi pomóc i w tym samym momencie zderzyliśmy się głowami. Opadłam z sił i po prostu zaczęłam się śmiać. – Może lepiej sama to pozbieram. – Zaproponowałam a on tylko kiwnął głową. Jego uśmiech zrekompensował mi wszystkie pechowe minuty, które tu przeżyłam.

- Idę. – Powiedziała mi Kathy szeptem i uciekła na zajęcia szturchając mnie na koniec w ramię. Zaśmiałam się cicho i spojrzałam na chłopaka który cały czas tkwił w miejscu. W pewnym momencie zaczął się rozglądać i chciał coś powiedzieć ale powstrzymał się.

- Nie spieszysz się na zajęcia? – Zapytałam ze zdziwioną miną. Wzruszył ramionami i spojrzał na mnie z uśmiechem. Miał w sobie coś czarującego. Umysł płata mi figle, nigdy nie myślałam o facecie w ten sposób a teraz.. teraz mogłabym patrzeć na niego godzinami, obserwując mimikę jego twarzy i sposób poruszania się.

- Szczerze to nie wiem dokładnie w którą stronę mam się kierować. – Przyznał. Podeszłam do niego i spojrzałam na plan który trzymał w ręku. Stałam tak blisko niego że nasze ramiona prawie spotkały się ze sobą. Czułam jego zapach, moje zmysły były tak wyostrzone że nie sposób było nad nimi panować.

- Chyba jesteś zmuszony iść ze mną. – Skwitowałam i spojrzałam na jego reakcję.

- Zawsze w ramach rekompensaty później możesz się odwdzięczyć. – Zaproponował a ja zrobiłam pytającą minę.

- Nie wiem jak mam to rozumieć.

- Dasz się zaprosić na gorącą czekoladę? – Zapytał poważnie a ja zrobiłam przerażoną minę i spuściłam wzrok w dół. – Nie chcę być natarczywy ale dość pechowo zaczęłaś dzień i to z mojej winy więc..

- Nie w tym rzecz.. – Przerwałam. Czułam się skrępowana. Włożyłam ręce do kieszeni spodni i spojrzałam mu prosto w oczy. – Mam godzinę policyjną, mama przyjeżdża po mnie do szkoły. Nie będę mogła się wyrwać. – Westchnęłam i zarzuciłam torbę na ramię. – Muszę skorzystać z toalety. Na lewo i w prawo. Tam jest nasza sala. – Odwróciłam się i zaczęłam iść. Złapał mnie za ramię a ja poczułam przyjemnie mrowienie na całym ciele. W jednej chwili chciałam złapać jego dłoń i położyć na moich rozgrzanym policzku żeby poczuć jego ciepło. Spojrzałam na niego raz jeszcze.

- Jestem Stefan. – Podał mi rękę a ja tylko uśmiechnęłam się żałośnie i ruszyłam w swoją stronę. Umyłam twarz zimną wodą i spojrzałam w lustro na moje przestraszone oczy. Mamy razem tylko jedne zajęcia.. Nie wiem czy uznać to za pech czy szczęście, ale biorąc pod uwagę wzburzony stan moich emocji biorę raczej pod uwagę tą drugą opcję. Mama wybiłaby mi to od razu z głowy. Faceci byli dla niej czymś bezwartościowym i nie zasługującym na jakąkolwiek uwagę. Dla mnie też.. Więc dlaczego tak się dzieje? Stefan.. Dlaczego akurat na mnie musiał wpaść i ze mną rozmawiać w ten pierwszy dzień? Może nawet nie zwróciłabym na niego uwagi. Może.. Do tej pory wszystko było takie banalnie proste i nie mogę tego zniszczyć w żaden sposób. Nigdy. Puszczę w niepamięć jego wzrok, jego uśmiech, jego zapach i dotyk. I jego spojrzenie na mnie.. było takie piorunujące i magiczne. W najpiękniejszych snach nigdy nie wyobrażałam sobie żeby ktoś patrzył na mnie w ten sposób. Spojrzałam w lustro i westchnęłam przeciągle.

- Jesteś najsilniejszą dziewczyną jaką znam. Nie możesz złamać emocji poprzez jeden, jedyny kilkuminutowy przypadek. – Powiedziałam sama do siebie i ruszyłam do Sali. Siedział kilka ławek za mną. Mimo wszystko nie mogłam się powstrzymać od myślenia o nim. Miałam ciągłe wrażenie tego, że patrzy na mnie, popadałam w obłęd. Zaciskałam zęby żeby tylko się nie odwrócić i nie dać po sobie poznać że interesuje mnie jego osoba. „Patrzy się na Ciebie cały czas. Musisz mi o wszystkim opowiedzieć” Kathy jest bardzo "dyskretna" jeśli chodzi o facetów. Ona w podbojach miłosnych pobiłaby nie jedną dziewczynę ze szkoły. Ale wcale nie ułatwiała mi sytuacji. Nic jej nie odpisałam tylko spojrzałam na nią z grymasem na twarzy a ona tylko odwzajemniła to szerokim uśmiechem. To jest najgorszy dzień w moim życiu. Kiedy tylko usłyszałam dzwonek od razu wzięłam torbę i uciekłam z Sali jak tylko mogłam najszybciej. Z dala od człowieka który zawładnął moim umysłem w tak krótkim czasie.