sobota, 27 kwietnia 2013

ZMIANY


Wróciłam do domu cała roztrzęsiona. Nie wiedziałam co mam myśleć o całym minionym dniu. Nie byłam w stanie skupić się na niczym innym tylko na widoku chłopaka którego dziś spotkałam.

- Julie? Wszystko w porządku? – zapytała mama patrząc na mnie przenikliwie.

- Wszystko w porządku. Jestem tylko zmęczona. – Uśmiechnęłam się niewinnie unikając jej wzroku.

- Jak spotkanie z przyjaciółmi? Nie mogłaś doczekać się tego pierwszego dnia. A teraz wyglądasz jakbyś przeżyła koszmar. – Powiedziała mrużąc oczy.

- Mamo nie wnikaj, po prostu..

- Jeśli jesteś na mnie zła za wakacje to powiedz mi wprost. – Przerwała mi. Kiwnęłam delikatnie głową i nie odezwałam się. – Wiesz że to tylko dla Twojego dobra. Spędziłaś je ze mną, każdego dnia starałam się zafundować Ci atrakcje o których mogłabyś opowiadać i pamiętać.

- Wiem, dziękuje. – Skwitowałam i ruszyłam na górę do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i odgarnęłam włosy do tyłu. Zaczęło docierać do mnie że nigdy nie zrozumie tego że potrzebuje odetchnąć. Nie mogę przez całe życie być tylko z nią dlatego że tata nie żyje. Sama powinna dotrzeć do tego że czas najwyższy zając się sobą i swoim życiem, nie moim. Ogarnęła mnie złość, która była nie do opanowania. Usłyszałam dzwonek do drzwi więc wyszłam na schody żeby zobaczyć kto to. Nikt o tej porze do nas nie zaglądał chyba że była to Kathy która wcześniej zapowiedziała swoją wizytę.

- Dzień dobry. – Usłyszałam znajomy głos i serce zaczęło mi bić w tempie niebezpiecznym dla mojego życia. Przełknęłam ślinę i zrobiłam krok naprzód. – Czy jest Julie?

- A kim jesteś? – Zapytała moja matka z lekkim podenerwowaniem. – To nie jest odpowiednia pora na odwiedziny.

- Znalazłem coś co do niej należy i chciałem jej to oddać. – Powiedział spokojnie.

- Julie właśnie poszła się położyć. – Skłamała. Zaczęłam iść na dół i zobaczyłam go w drzwiach. Wyglądał tak cudownie że sam jego widok przyprawiał mnie o dreszcze.

- Mamo w porządku. – Powiedziałam i stanęłam obok niej. – To mój znajomy ze szkoły. – Spojrzałam na jej posępną minę. – Mogłabym chwilę porozmawiać? – Zapytałam stanowczo. Bez odpowiedzi odeszła ode mnie a ja bez słowa wyszłam na zewnątrz i zamknęłam drzwi. Przełknęłam ślinę a moje myśli błąkały się wokół mojej głowy. Czułam skrępowanie widząc go przed moim domem.

- Nie powinieneś tu przychodzić o tej porze. – Skwitowałam i skrzyżowałam ręce. – Co Ty sobie myślisz że możesz tak bezpodstawnie przychodzić do mojego domu po kilku minutach rozmowy? – Zmrużyłam oczy i patrzyłam na niego gniewnie. Uśmiechnął się słodko i spuścił wzrok.

- Przepraszam ale..

- Już drugi raz to robisz dzisiejszego dnia!

- .. zgubiłaś portfel więc uznałem że bezpieczniej będzie Ci go oddać. – Spojrzał na moją zdezorientowaną minę. Wygiął usta w lekkim uśmiechu i podał mi zgubę. Zaczęłam się śmiać sama z siebie, moja złość jest bezpodstawna.

- Nie ma za co. – Powiedział mimo że nie usłyszał ode mnie żadnego słowa. Przez całe moje życie nie spotkałam nikogo bardziej denerwującego i czarującego.

- Stefan.. – Uśmiechnęłam się do niego i spojrzałam głęboko w oczy. – Dlaczego ja? Kathy mówiła że przez cały dzień nie zamieniłeś z nikim nawet jednego słowa. Dlaczego więc ja?

- Musisz uwierzyć w przypadki. – Powiedział czarująco przechylając głowę w bok. Przyglądał mi się przenikliwie tak że miałam wrażenie że przeszywa mnie na wylot. – Albo w przeznaczenie.

- Nie wierze w rzeczy nadprzyrodzone. – Zaczęłam się śmiać. – Przypadki, przeznaczenie.. to nie dla mnie.. – Kiwnęłam spontanicznie głową.

- Gdyby nie to że wpadłaś dziś na mnie, potrącając mnie może nawet nie odezwałbym się do Ciebie.. – Wzruszył ramionami. – Nie należę do śmiałych osób.

- Nie wpadłam na Ciebie. – Obruszyłam się. – To Ty mnie potrąciłeś i na dodatek naraziłeś moje książki na upadek. Nie muszę wskazywać palcem kto jest bardziej poszkodowany. – Zaczął się śmiać i pokazał palcem na siebie. – Nie lubię Cię. – Zaczęłam się śmiać.

- To ja zostałem odrzucony przez Ciebie kiedy zaproponowałem wspólne wyjście. – Zrobił smutną minę i spuścił wzrok. Wiedziałam że udaje ale i tak zrobiło mi się go szkoda.

- Może następnym razem.. – Obiecałam.

- Będę czekał cierpliwie. Tylko mam nadzieje że niezbyt długo. – Patrzył na mnie przez chwilę w ciszy jakby chciał odczytać moje myśli. Czułam się jak zahipnotyzowana. Wyobrażenie jego pocałunku doprowadzało mój organizm do szaleństwa. Gdybym mogła tylko podejść i go przytulić, ten jeden jedyny raz i zasnąć z tym wspomnieniem. Dla takiego uczucia warto jest przespać całą wieczność. Jedna sekunda z tym chłopakiem znaczyła dla mnie więcej niż wszystkie lata mojego życia.

- Jesteś piękna Julie. – Powiedział do mnie poważnie a ja otrząsnęłam Się z letargu i spuściłam wzrok w dół żeby nie zobaczył mojego skrępowania. Tyle razy to słyszałam ale nie miało to nigdy takiego czaru jaki czuję teraz. – Pierwszy raz usłyszałem Twój głos i mam wrażenie jakbym Cię znał całą wieczność. – Jego szept doprowadzał moje myśli do obłędu. Zaczęłam czuć narastającą panikę. Odgarnęłam szybko włosy do tyłu i spojrzałam na niego posępnie.

- Nie powinienem tego mówić. – Zaczerwienił się i głęboko westchnął.

- Masz racje. – Zaczęłam wycofywać się do tyłu. Zobaczył moje przestraszenie i skrępowanie i jeszcze bardziej poczuł się winny temu że to sprowokował. – Wynoś się stąd. – Weszłam do domu najszybciej jak mogłam i zatrzasnęłam drzwi na klucz. Oparłam głowę o ścianę i oddychałam głośno żeby się uspokoić.

- Kto to był? – Zobaczyłam mamę stojącą niedaleko mnie ze skrzyżowanymi rękoma i gniewną miną.

- Mamo to nie tak. – Zaczęłam się tłumaczyć.

- Tyle razy Ci powtarzałam że faceci nie są warci uwagi ani mojej ani Twojej. Dlaczego to robisz? Chcesz żeby Ci skrzywdził?  - Spojrzałam na nią i przełknęłam ślinę.

- Dlaczego myślisz że każdy facet jest taki? Nie masz podstaw żeby tak twierdzić! Od siedemnastu lat nie spotykasz się z nikim, skąd możesz to wiedzieć!

- Nie znasz tego chłopaka, dlaczego go bronisz! – Zaczęła wymachiwać rękoma i podeszła bliżej do mnie.

- Ty też go nie znasz! – Krzyczałam. – Dlaczego osądzasz każdego z góry, nie dajesz mi szansy na szczęście! – Rozszerzyła szeroko oczy i spojrzała na mnie przenikliwie.
- Czujesz coś do niego? – Zapytała przerażona.

- Nie. – Zaprzeczyłam szybko bez zastanowienia. Przybiło mnie to pytanie, zdałam sobie sprawę że nie znałam na nie odpowiedzi.

- Nie pozwalam Ci się z nim widywać. – Skwitowała szybko. – Żaden chłopak nie skrzywdzi Cię ani nie zrani, nie pozwolę na to. – Do oczu napłynęły mi łzy, poczułam że moje policzki robią się mokre.

- Po prostu nie chcesz zostać sama i dlatego nie chcesz żebym z kimkolwiek była. To jest tego powód! Tata nigdy by na to nie pozwolił! –Krzyknęłam i uciekłam na górę wtulając się w swoją poduszkę. Pierwszy raz tak się z nią pokłóciłam. Jak mogła tak ingerować w moje życie, tak go ustawiać i ograniczać. Wszystko się musi zmienić. Wszystko.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz