Dzień jest piękny. Pierwsze
promienie słońca wbiegły do mojego pokoju budząc mnie z pięknego snu. Śniłam o
nim. O niesamowitym szczęściu które ogarniało całe moje wnętrze. Przeciągnęłam
się i z uśmiechem na twarzy podeszłam do okna otwierając je szeroko.
Uwielbiałam śpiew ptaków o poranku, cała przyroda budziła się do życia
zapowiadając początek czegoś pięknego. Czułam się jak księżniczka niesiona
przez obłoki do samego nieba. Dotknęłam policzka i zamknęłam oczy żeby jeszcze
raz poczuć uczucie odchodzącego snu. Nie próżnowałam, ubrałam się w sukienkę i
spięłam wysoko włosy. Podmalowałam lekko oczy i nałożyłam błyszczyk na usta.
Chciałam jak najszybciej znaleźć się w szkole żeby móc porozmawiać ze Stefanem
i wyjaśnić mu moje wczorajsze, dość nie ładne zachowanie.
- Mamo? – Zawołałam schodząc na dół. – Dziś jadę z Kathy i
Mattem. Będą za dziesięć minut. Zjem coś w szkole. – Powiedziałam szybko i
założyłam buty. Kiedy ją zobaczyłam uśmiechnęłam się promiennie nie zwracając
uwagi na jej posępną minę.
- Dlaczego mi to robisz? – Obruszyła się i podeszła bliżej.
- Ale co? – Zapytałam ze śmiechem w głosie. – Czy to coś
złego że mam ochotę jechać z przyjaciółmi do szkoły? – Rozszerzyłam szeroko
oczy i patrzyłam na nią przez chwilę w ciszy. Jej mina mówiła wszystko. Była na
mnie zła, rozczarowana moim zachowaniem, moją postawą i buntem.
- Po prostu się martwię. – Westchnęła i zmrużyła oczy. –
Wolę jak jeździsz ze mną.
- Mamo nie uchronisz mnie przed złem tego świata. – Zaczęłam
się śmiać. – Przestań tak histerycznie obawiać się o moje życie bo to do
niczego nie prowadzi. Tylko się pokłócimy i nic dobrego z tego nie wyniknie.
- To przez tego chłopaka? – Zapytała i skrzyżowała ręce, co
w jej przypadku oznaczało „Nie lubię go”. Westchnęłam przeciągle i założyłam
torbę na ramię. Unikałam jej wzroku.
- Nie tylko. – Zaczęłam. – Chcę żebyś wreszcie odcięła tę
pępowinę i otworzyła klatkę którą mi stworzyłaś. – Mówiłam poważnie patrząc jej
w oczy. Było mi jej żal ale nie mogłam przez całe życie robić wszystkiego pod
nią. Nie przeżyje za mnie tego życia, więc powinna pozwolić mi chociaż chwilę
odetchnąć od siebie. – Przytłaczasz mnie. Jestem wdzięczna za wszystko co dla
mnie robisz, ale czas żebyś dała mi samej dokonywać wyborów. Nie mogę uczyć się
wszystkiego na Twoich błędach, muszę popełniać swoje i wyciągać wnioski sama.
Zrozum mnie – nie jestem już dzieckiem dlatego przestań mnie tak traktować. –
Patrzyła się na mnie ze złością ale nie powiedziała nic co bym uznała za
sprzeciw mojemu słowu. Pocałowałam ją w policzek i wyszłam na zewnątrz gdzie
czekała już na mnie Kathy i Matt.
- Jak poszło? – Zapytała przyjaciółka a ja odpowiedziałam
jej uśmiechem. Wolałam nie komentować tego co się wydarzyło między mną a moją
matką. Kochałam ją całym sercem, ale zaczęłam dusić się w jej ramionach. Całą
drogę plotkowaliśmy o szkole i o imprezie otwierającej początek roku szkolnego.
Matka Kathy była organizatorką całego przedsięwzięcia i z racji tego bez żadnych
zbędnych awantur mogłam się wyrwać z domu chociaż na jeden wieczór, bez
słuchania narzekań mojej mamy. Cudowne uczucie.
- Julie, może zaprosisz tego nowego? – Zapytała poruszona
Kathy i szturchnęła mnie w bok. Spojrzałam na Matta i jego złośliwy uśmieszek.
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
- Kathy ma racje. Trzeba go wdrożyć w życie szkoły, a to
najlepsza okazja. – Skwitował.
- Ale czemu ja? Nie możesz sama tego zrobić? – Zaśmiałam się
z przebiegu sytuacji.
- O ile sobie przypominam, jesteś jedyną osobą z którą on
tak naprawdę nawiązał jakiś dłuższy kontakt. Więc do Ciebie należy to zadanie.
Nie przyjmuje odmowy i zbędnych komentarzy odnośnie tego pomysłu. Julie! –
Zakończyła widząc moją minę, która chciała wyrazić niezadowolenie. Nie powiedziałam
jej o wczorajszym zajściu ani o moim obłędzie na punkcie tego faceta. Jego
ciemne czekoladowe oczy.. Widzę je cały czas.
- A jak z przedstawieniem? – Zapytał mnie Matt. – Masz
zamiar wystąpić? – Westchnęłam i zastanowiłam się nad tym dłuższą chwilę. Całe
wakacje myślałam o tym i dalej nie podjęłam żadnej decyzji, chociaż wydawać by
się to mogło całkiem proste.
- Nie wiem..
- Julie przestań być taka markotna, każdy wie że nikt nie
zaśpiewa lepiej od Ciebie w tej całej pogrzanej szkole. Nie daj się prosić.
Dyrektor od dawna czeka na Twoją zgodę a Ty każdego zwodzisz nawet nas. – Kathy
była poważna, co nie wróżyło nic dobrego.
- Dobrze już dobrze. Zaśpiewam, zatańczę – co tylko chcecie.
– Powiedziałam na odczepnego. Dojeżdżaliśmy do szkoły, więc czas żeby się
zorganizować umysłowo i przełączyć na tryb pełnej koncentracji.
- Jeszcze jedno – jedziemy dziś po szkole na zakupy. –
Powiedział Matt zamykając samochód. – Jeśli tylko będziesz miała ochotę to
chodź z nami. – Westchnęłam i kiwnęłam niepewnie głową. – Załatwię to z Twoją
mamą. Coś wymyślimy. Nie dam Ci kolejnego roku spędzić siedząc w domu. – Objął
mnie ramieniem i uśmiechnął serdecznie. Mieliśmy jeszcze trochę czasu do
rozpoczęcia zajęć. Rozejrzałam się po dziedzińcu i zobaczyłam kogoś kogo
wypatrywałam jak tylko wjechaliśmy na parking. Stefan.. Siedział na ławce i
przypatrywał się przechodzącym uczniom. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się i
pomachał do mnie dyskretnie. Uśmiechnęłam się do siebie i patrzyłam na niego
cały czas.
- Przepraszam. – Powiedziałam i odeszłam od przyjaciół
zmierzając w jego kierunku. Położyłam torbę na ziemi i głośno westchnęłam.
Przesunął się i zrobił mi miejsce żebym mogła obok niego usiąść.
- Hej. – Powiedziałam niepewnie i usiadłam obok niego. Jego
bliskość sprawiała, że czułam się najszczęśliwsza na świecie. Pierwszy raz w
życiu przeszło mi przez myśl żeby nie iść na zajęcia tylko przesiedzieć w
słońcu obok chłopaka, który mnie oczarował. Zdjął okulary przeciwsłoneczne i
spojrzał mi głęboko w oczy. – Głupio mi za wczoraj.. – Zaczęłam z niepewną
miną.
- W porządku, nie powinienem tak Cię nachodzić o tej
godzinie. Zrozumiała reakcja i Twoja i Twojej mamy. Mogłem poczekać do dzisiaj.. – Westchnął. –
Ale jakoś nie mogłem się powstrzymać. – Zaśmiałam się i spuściłam wzrok.
- Dasz się gdzieś zaprosić?- Zapytałam a widząc jego
zaskoczoną minę dodałam. – W ramach rekompensaty za wyrządzone szkody.
- A Twoja godzina policyjna? – Zapytał zdziwiony.
- Mogę ją jakoś obejść. Po lekcjach jadę z przyjaciółmi do
miasta ale wcześniej.. w sumie mam wolne. – Powiedziałam i czekałam na jego
reakcję. Zaczął się śmiać. Złożył okulary i usiadł okrakiem na ławce tak by
mieć mnie w zasięgu wzroku.
- Rozumiem że namawiasz mnie na wagary?
- Nie od razu. – Zaczęłam się tłumaczyć. – Ale z dwóch
ostatnich zajęć.. Chyba nie ukarzą nas za to? – Wstałam i zarzuciłam torebkę na
ramię.
- Nawet jeśli to warto zaryzykować. – Spojrzał na mnie a ja
się lekko zarumieniłam. Był naprawdę uroczy, taki szczery. Wzbudzał we mnie
same pozytywne emocje.
- To spotykamy się tutaj na długiej przerwie. –
Podsumowałam. Kiwnął głową i wstał.
- Mam nadzieje że nie będziesz tego żałować.
- Na pewno nie. – Zapewniłam go i udałam się w stronę Sali w
której rozpoczynałam zajęcia. Nie myślałam w tej chwili o konsekwencjach.
Liczyło się dla mnie tylko to, że będę miała szansę poznać go bliżej, lepiej.
Chciałam żeby on poznał też mnie, moje nawyki, moje fanaberie i lęki. Chciałam
dzielić z nim każdą chwilę, nawet gdyby miało to jakieś przykre konsekwencje.
Chciałam wziąć go za rękę i przejść się o zmierzchu przez ciemny las, bojąc się
ale wiedząc, że przy mnie jest. Wszystko nabierało nowego znaczenia, nowego
wymiaru. Energia jaka mnie ogarniała nie pozwoliła mi usiedzieć w miejscu,
skupić się na matmie, na biologii, na niczym. Moja osobista dawka amfetaminy
nie powodująca żadnych efektów ubocznych. Czułam się jak bogini i zrobię
wszystko żeby tak zostało, nawet narażając na siebie gniew mojej mamy, gniew
wszystkich wokół. Mam prawo do takich uczuć i nikt nie jest w stanie mi ich
odebrać. Zupełnie nikt.

Musisz pomyśleć nad odpowiednim skorelowaniem koloru czcionki, której używasz, z tłem. Piszesz w sposób prosty, nazwałbym to nawet ,,populistyczny". Nie wiem czy właśnie to miałaś na celu, ale w końcu... największe bestsellery są właśnie pisane w taki sposób.
OdpowiedzUsuń