środa, 1 maja 2013

POCZĄTEK


Dzień jest piękny. Pierwsze promienie słońca wbiegły do mojego pokoju budząc mnie z pięknego snu. Śniłam o nim. O niesamowitym szczęściu które ogarniało całe moje wnętrze. Przeciągnęłam się i z uśmiechem na twarzy podeszłam do okna otwierając je szeroko. Uwielbiałam śpiew ptaków o poranku, cała przyroda budziła się do życia zapowiadając początek czegoś pięknego. Czułam się jak księżniczka niesiona przez obłoki do samego nieba. Dotknęłam policzka i zamknęłam oczy żeby jeszcze raz poczuć uczucie odchodzącego snu. Nie próżnowałam, ubrałam się w sukienkę i spięłam wysoko włosy. Podmalowałam lekko oczy i nałożyłam błyszczyk na usta. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w szkole żeby móc porozmawiać ze Stefanem i wyjaśnić mu moje wczorajsze, dość nie ładne zachowanie.
         - Mamo? – Zawołałam schodząc na dół. – Dziś jadę z Kathy i Mattem. Będą za dziesięć minut. Zjem coś w szkole. – Powiedziałam szybko i założyłam buty. Kiedy ją zobaczyłam uśmiechnęłam się promiennie nie zwracając uwagi na jej posępną minę.
         - Dlaczego mi to robisz? – Obruszyła się i podeszła bliżej.
         - Ale co? – Zapytałam ze śmiechem w głosie. – Czy to coś złego że mam ochotę jechać z przyjaciółmi do szkoły? – Rozszerzyłam szeroko oczy i patrzyłam na nią przez chwilę w ciszy. Jej mina mówiła wszystko. Była na mnie zła, rozczarowana moim zachowaniem, moją postawą i buntem.
         - Po prostu się martwię. – Westchnęła i zmrużyła oczy. – Wolę jak jeździsz ze mną.
         - Mamo nie uchronisz mnie przed złem tego świata. – Zaczęłam się śmiać. – Przestań tak histerycznie obawiać się o moje życie bo to do niczego nie prowadzi. Tylko się pokłócimy i nic dobrego z tego nie wyniknie.
         - To przez tego chłopaka? – Zapytała i skrzyżowała ręce, co w jej przypadku oznaczało „Nie lubię go”. Westchnęłam przeciągle i założyłam torbę na ramię. Unikałam jej wzroku.
         - Nie tylko. – Zaczęłam. – Chcę żebyś wreszcie odcięła tę pępowinę i otworzyła klatkę którą mi stworzyłaś. – Mówiłam poważnie patrząc jej w oczy. Było mi jej żal ale nie mogłam przez całe życie robić wszystkiego pod nią. Nie przeżyje za mnie tego życia, więc powinna pozwolić mi chociaż chwilę odetchnąć od siebie. – Przytłaczasz mnie. Jestem wdzięczna za wszystko co dla mnie robisz, ale czas żebyś dała mi samej dokonywać wyborów. Nie mogę uczyć się wszystkiego na Twoich błędach, muszę popełniać swoje i wyciągać wnioski sama. Zrozum mnie – nie jestem już dzieckiem dlatego przestań mnie tak traktować. – Patrzyła się na mnie ze złością ale nie powiedziała nic co bym uznała za sprzeciw mojemu słowu. Pocałowałam ją w policzek i wyszłam na zewnątrz gdzie czekała już na mnie Kathy i Matt.
         - Jak poszło? – Zapytała przyjaciółka a ja odpowiedziałam jej uśmiechem. Wolałam nie komentować tego co się wydarzyło między mną a moją matką. Kochałam ją całym sercem, ale zaczęłam dusić się w jej ramionach. Całą drogę plotkowaliśmy o szkole i o imprezie otwierającej początek roku szkolnego. Matka Kathy była organizatorką całego przedsięwzięcia i z racji tego bez żadnych zbędnych awantur mogłam się wyrwać z domu chociaż na jeden wieczór, bez słuchania narzekań mojej mamy. Cudowne uczucie.
         - Julie, może zaprosisz tego nowego? – Zapytała poruszona Kathy i szturchnęła mnie w bok. Spojrzałam na Matta i jego złośliwy uśmieszek. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
         - Kathy ma racje. Trzeba go wdrożyć w życie szkoły, a to najlepsza okazja. – Skwitował.
         - Ale czemu ja? Nie możesz sama tego zrobić? – Zaśmiałam się z przebiegu sytuacji.
         - O ile sobie przypominam, jesteś jedyną osobą z którą on tak naprawdę nawiązał jakiś dłuższy kontakt. Więc do Ciebie należy to zadanie. Nie przyjmuje odmowy i zbędnych komentarzy odnośnie tego pomysłu. Julie! – Zakończyła widząc moją minę, która chciała wyrazić niezadowolenie. Nie powiedziałam jej o wczorajszym zajściu ani o moim obłędzie na punkcie tego faceta. Jego ciemne czekoladowe oczy.. Widzę je cały czas.
         - A jak z przedstawieniem? – Zapytał mnie Matt. – Masz zamiar wystąpić? – Westchnęłam i zastanowiłam się nad tym dłuższą chwilę. Całe wakacje myślałam o tym i dalej nie podjęłam żadnej decyzji, chociaż wydawać by się to mogło całkiem proste.
         - Nie wiem..
         - Julie przestań być taka markotna, każdy wie że nikt nie zaśpiewa lepiej od Ciebie w tej całej pogrzanej szkole. Nie daj się prosić. Dyrektor od dawna czeka na Twoją zgodę a Ty każdego zwodzisz nawet nas. – Kathy była poważna, co nie wróżyło nic dobrego.
         - Dobrze już dobrze. Zaśpiewam, zatańczę – co tylko chcecie. – Powiedziałam na odczepnego. Dojeżdżaliśmy do szkoły, więc czas żeby się zorganizować umysłowo i przełączyć na tryb pełnej koncentracji.
         - Jeszcze jedno – jedziemy dziś po szkole na zakupy. – Powiedział Matt zamykając samochód. – Jeśli tylko będziesz miała ochotę to chodź z nami. – Westchnęłam i kiwnęłam niepewnie głową. – Załatwię to z Twoją mamą. Coś wymyślimy. Nie dam Ci kolejnego roku spędzić siedząc w domu. – Objął mnie ramieniem i uśmiechnął serdecznie. Mieliśmy jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia zajęć. Rozejrzałam się po dziedzińcu i zobaczyłam kogoś kogo wypatrywałam jak tylko wjechaliśmy na parking. Stefan.. Siedział na ławce i przypatrywał się przechodzącym uczniom. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się i pomachał do mnie dyskretnie. Uśmiechnęłam się do siebie i patrzyłam na niego cały czas.
         - Przepraszam. – Powiedziałam i odeszłam od przyjaciół zmierzając w jego kierunku. Położyłam torbę na ziemi i głośno westchnęłam. Przesunął się i zrobił mi miejsce żebym mogła obok niego usiąść.
         - Hej. – Powiedziałam niepewnie i usiadłam obok niego. Jego bliskość sprawiała, że czułam się najszczęśliwsza na świecie. Pierwszy raz w życiu przeszło mi przez myśl żeby nie iść na zajęcia tylko przesiedzieć w słońcu obok chłopaka, który mnie oczarował. Zdjął okulary przeciwsłoneczne i spojrzał mi głęboko w oczy. – Głupio mi za wczoraj.. – Zaczęłam z niepewną miną.
         - W porządku, nie powinienem tak Cię nachodzić o tej godzinie. Zrozumiała reakcja i Twoja i Twojej mamy.  Mogłem poczekać do dzisiaj.. – Westchnął. – Ale jakoś nie mogłem się powstrzymać. – Zaśmiałam się i spuściłam wzrok.
         - Dasz się gdzieś zaprosić?- Zapytałam a widząc jego zaskoczoną minę dodałam. – W ramach rekompensaty za wyrządzone szkody.
         - A Twoja godzina policyjna? – Zapytał zdziwiony.
         - Mogę ją jakoś obejść. Po lekcjach jadę z przyjaciółmi do miasta ale wcześniej.. w sumie mam wolne. – Powiedziałam i czekałam na jego reakcję. Zaczął się śmiać. Złożył okulary i usiadł okrakiem na ławce tak by mieć mnie w zasięgu wzroku.
         - Rozumiem że namawiasz mnie na wagary?
         - Nie od razu. – Zaczęłam się tłumaczyć. – Ale z dwóch ostatnich zajęć.. Chyba nie ukarzą nas za to? – Wstałam i zarzuciłam torebkę na ramię.
         - Nawet jeśli to warto zaryzykować. – Spojrzał na mnie a ja się lekko zarumieniłam. Był naprawdę uroczy, taki szczery. Wzbudzał we mnie same pozytywne emocje.
         - To spotykamy się tutaj na długiej przerwie. – Podsumowałam. Kiwnął głową i wstał.
         - Mam nadzieje że nie będziesz tego żałować.
         - Na pewno nie. – Zapewniłam go i udałam się w stronę Sali w której rozpoczynałam zajęcia. Nie myślałam w tej chwili o konsekwencjach. Liczyło się dla mnie tylko to, że będę miała szansę poznać go bliżej, lepiej. Chciałam żeby on poznał też mnie, moje nawyki, moje fanaberie i lęki. Chciałam dzielić z nim każdą chwilę, nawet gdyby miało to jakieś przykre konsekwencje. Chciałam wziąć go za rękę i przejść się o zmierzchu przez ciemny las, bojąc się ale wiedząc, że przy mnie jest. Wszystko nabierało nowego znaczenia, nowego wymiaru. Energia jaka mnie ogarniała nie pozwoliła mi usiedzieć w miejscu, skupić się na matmie, na biologii, na niczym. Moja osobista dawka amfetaminy nie powodująca żadnych efektów ubocznych. Czułam się jak bogini i zrobię wszystko żeby tak zostało, nawet narażając na siebie gniew mojej mamy, gniew wszystkich wokół. Mam prawo do takich uczuć i nikt nie jest w stanie mi ich odebrać. Zupełnie nikt. 



1 komentarz:

  1. Musisz pomyśleć nad odpowiednim skorelowaniem koloru czcionki, której używasz, z tłem. Piszesz w sposób prosty, nazwałbym to nawet ,,populistyczny". Nie wiem czy właśnie to miałaś na celu, ale w końcu... największe bestsellery są właśnie pisane w taki sposób.

    OdpowiedzUsuń